Bartłomiej Misiniec - strona autorska

A+ R A-

Centurion Proximus fragment

Email Drukuj PDF

 

”Krew, pełno krwi i poplamione nią ściany i meble składały się na obraz nie z tego świata. Wespazjan klęczał nad zwłokami, ze stężałą twarzą badając okaleczone ciało, Proximus zaś co jakiś czas potrząsał głową, próbując odegnać senność i zmęczenie po szalonej jeździe do Rzymu. Było tuż nad ranem, lada moment słońce miało zaświecić w klatkach gladiatorów.

Rozciągnięty na ziemi Dzik wydawał się jeszcze potężniejszy niż za życia, a rysy jego twarzy stały się bardziej srogie. Sztywne, pokiereszowane ciało w zakrwawionej tunice wyglądało okropnie. Choć widok trupów dawno przestał robić wrażenie na młodym centurionie, to niedobrze robiło mu się na myśl, że legat musi beznamiętnie dokonywać oględzin zmarłego, który był mu tak bliski.

Obryzgana krwią kwatera procuratora w ludus tylko potęgowała mdłości, więc odruchowo sięgnął po wino.

– Zostaw to! – warknął milczący dotąd Wespazjan.

Proximus bez słowa odłożył zatruty być może dzban i wytarł dłoń. Chwilę potem jeden ze strażników amfiteatru zniknął za drzwiami, by usłużnie wrócić z dwoma kubkami wody. Centurion od razu wychylił swój duszkiem, a dopiero później napotkał surowe spojrzenie zwierzchnika, który odtrącił oferowany mu napój, rozbryzgując wodę.

– Panie… – zmarszczył czoło zaskoczony strażnik. – Nas chyba nie podejrzewasz?

– Podejrzewam cały przeklęty świat, łącznie z tobą, psie! – Wespazjan schwycił żołnierza za gardło i przyparł go do ściany, tak że nie mógł się poruszyć ani nawet oddychać. – Jak mogliście do tego dopuścić?! W jego własnej kwaterze!!! – grzmiał legat, rzucając żołnierzem o ziemię. – Zapłacicie za to łbami, już ja się postaram! Leżący masował obolałą szyję, próbując coś z siebie wydusić:

– Panie, my przecież…

– Co zrobiliście od tego czasu? – przerwał mu dowódca.

Żołnierz wymienił przestraszone spojrzenie z kompanem, który akurat pojawił się w drzwiach, zaalarmowany hałasem.

– Sprawdziliśmy teren… – bąknął nowo przybyły.

– Sprawdzili teren, słyszałeś? – Wespazjan zamglonymi z gniewu oczami popatrzył na Proximusa, po czym ryknął do żołnierzy:

– Czyli co?!

Zaskoczeni zaczęli mieszać się w zeznaniach, z czego szybko wynikło, że poza zawiadomieniem legata straż amfiteatru nie uczyniła nic więcej.

– Ależ panie – tłumaczyli na swoją obronę – w instrukcjach, jakie wydał nam procurator, wyraźnie było powiedziane, że gdyby coś mu się stało, mamy powiadomić wyłącznie ciebie. Widocznie czegoś się obawiał i…

– Nie ucz mnie, psi synu! Zamilcz!!! – wrzasnął rozjuszony dowódca, wracając do oględzin.

Szukał przede wszystkim śladu, który mógłby go doprowadzić do zabójcy, ale starał się przy tym zapamiętać każdą, najmniejszą nawet ranę, by później w równie okrutny sposób odpłacić temu, to zamęczył legionistę. Co jakiś czas dotykał też głowy Dzika w geście, który przypominał głaskanie.

Proximus zmrużył oczy, marząc, by na powrót znaleźć się w willi senatora. Malownicze Baje, z całym swym przepychem i panującym tam słodkim lenistwem, wydawały mu się teraz nieosiągalnym szczęściem. Pamiętał, jak przerwano im drzemkę, która przeciągnęła się do zmroku, kiedy zziajany posłaniec z Rzymu zaczął gwałtowanie domagać się rozmowy z legatem. Potem dłuższą chwilę szeptał mu coś na ucho, ale Wespazjan nie dał poznać, jak strasznie dotknęła go ta wiadomość. Gajusowi powiedział tylko, że natychmiast potrzebuje rączych koni.

– Oby bogowie zawsze byli po waszej stronie – pożegnał ich senator, gdy opuszczali posiadłość. – I niech zabójca… niech zginie straszną śmiercią!

– Przysięgam ci, że będzie kwiczał jak zarzynane prosię… – zazgrzytał Wespazjan, nie patrząc na gospodarza.

Część drogi pokonał bez odzienia, w samej tylko przepasce, by ochłodzić umysł i nerwy. Po dotarciu do Rzymu, blady i wściekły, ale z kamienną twarzą zajął się badaniem poharatanego ciała i całego pomieszczenia. Proximus obserwował jego pracę, aż nagle uderzył się w czoło i krzyknął:

– Psy!

Wespazjan spiorunował go wzrokiem, więc centurion dodał:

– Psy z obozu! Zabójca musiał zostawić ślad…

Teraz zwierzchnik zrozumiał i rozkazał mu czym prędzej udać się do castra praetoria. [...]


*


– Wespazjan poczuł krew, teraz wam już nie odpuści, głupcy – rzekł starszy mężczyzna do barczystego żołnierza.

– Zaklinam się po raz kolejny, że nie mamy z tym mordem nic wspólnego. I przestań mi to wmawiać!

– A z poprzednimi też nie? – spytał kpiąco starzec.

– Ktoś próbuje nas w to wplątać, wykorzystując sytuację – tłumaczył mężczyzna, zbywając machnięciem dłoni kąśliwość rozmówcy.

– Tych chrześcijan można byłoby wytłuc przy okazji, ale nikt nie będzie tak głupi, żeby uwierzyć, że mordowali ludzi, skoro gorliwie wierzą, że lada dzień nadejdzie koniec świata.

– Znam kilku z nich, to mądrzy i bardzo roztropni ludzie. W ich religii pełno niedorzeczności, niemniej wydają się wierzyć w swojego Boga na przekór temu wszystkiemu. A taka świadomość oznacza działanie rozumne… Wracając jednak do sprawy – symbol ryby, który widziałeś dziś w amfiteatrze, wypalono właśnie po to, aby był widoczny. Ktoś chce zrobić na złość uczniom proroka z Galilei albo też odwrócić od siebie uwagę. Możliwe jest też trzecie wytłumaczenie, że jacyś ludzie po prostu starają się wprowadzić zamieszanie, by pokrzyżować naszemu legatowi plany. A komu najbardziej zależy na tym, by Wespazjan skompromitował się i musiał przyznać, że nie rozwikłał całej sprawy?

– Zdaje się, że twojemu tłustemu wychowankowi. Wracaj lepiej do niego z rozprawką albo wierszem, bo zaczynasz mi już działać na nerwy.

– Nie obruszaj się, tylko słuchaj mądrzejszego – spokojnie i bez cienia wyższości powiedział starzec. – A jeśli będzie potrzebny ktoś silniejszy i zwinny, to ty będziesz rozkazywać, a ja będę słuchać. Tylko dzięki temu, że się uzupełniamy, możemy jako tako kierować państwem… Neron nie zapomniał Wespazjanowi, że kiedyś publicznie wyśmiał muzyków i poetów jako zniewieściałych kastratów, niegodnych nawet miana mężczyzny. Dlatego, choć mnie się do tego nie przyzna, ze wszystkich sił będzie mu chciał przeszkodzić. Wiem, że swego czasu twoi chłopcy maczali palce w tej masakrze, by odwrócić uwagę od zagrożenia ze strony piratów…

– Czy ty wreszcie… – próbował przerwać żołnierz, ale starzec kontynuował:

– Wtedy to nie było złym pomysłem. Znajdź ludziom realne kłopoty za rogiem, to przestaną się martwić zagrożeniem majaczącym gdzieś na rubieżach. Sam poparłbym to rozwiązanie, gdyby ktoś mnie łaskawie wtajemniczył. Zamiast tego jednak musiałem dowiadywać się wszystkiego od zauszników… Tak czy siak, jeśli nie wy, to ktoś inny próbuje teraz narobić bałaganu. I nie wykluczam, że robi to w porozumieniu z władcą. Ale nawet jeśli tak jest, to ponieważ sami wzięliście udział w tej „zabawie”, odpowiadacie także

za jej wyciszenie, nim zupełnie wymknie się spod kontroli. Nie wiem, jak zamierzasz to rozwiązać, ale zrób to dobrze i szybko. Zacznij od znalezienia tego, kto wrócił do zabijania. I zrób to, zanim odnajdzie go Wespazjan i pożre żywcem, razem z tobą oraz wszystkimi zamieszanymi w tę historię z mniej lub bardziej słusznych powodów.

Cienie na wymalowanej ciepłymi kolorami ścianie rozeszły się w przeciwnych kierunkach. Barczysty ruszył do wyjścia, a chudy w kierunku cesarskich komnat”.